Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historie życiem pisane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historie życiem pisane. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 maja 2012

Jak Bóg mógł pozwolić na coś takiego?

Niedawno po raz drugi przeczytałam książkę UMIRANIE OŻYWIAJĄCE czyli poradnik dla tych, którzy umierać nie chcą, a umrzeć muszą. Książka o. Augustyna Pelanowskiego, osppe jest godna polecenia, szczególnie tym, którzy kochają życie i pragną rodzić się na nowo każdego dnia :)

Zamieszczam tutaj  fragment wywiadu TV z córką Billy'ego Grahama cytowany w ww. książce na stronach: 181-183 przeprowadzony po katastrofie terrorystycznej w USA 11.09.2001,


Na pytanie "Jak Bóg mógł pozwolić na coś takiego?"

Odpowiedziała: "Jestem przekonana, że Bóg jest do głębi zasmucony z tego powodu, podobnie jak i my, ale od wielu już lat mówimy Bogu, żeby wyniósł się z naszych szkół, z naszych rządów oraz z naszego życia, a ponieważ jest dżentelmenem, jestem przekonana, że w milczeniu wycofał się.

Jak możemy się spodziewać, że Bóg udzieli nam swojego błogosławieństwa i ochroni nas, skoro my żądamy, aby On zostawił nas w spokoju?
Zobaczmy - myślę, że zaczęło się to wówczas, kiedy Madeline Murray O'Hare (została zamordowana, niedawno znaleziono jej ciało) narzekała nie chcąc żadnych modlitw w naszych szkołach, a my powiedzieliśmy OK.

Potem ktoś powiedział, żeby lepiej nie czytali Biblii w szkole... Biblii, która mówi: nie zabijaj, nie kradnij, kochaj swego bliźniego jak siebie samego. A my powiedzieliśmy OK.
(...)
 Po czym ktoś powiedział, że lepiej by było, aby nauczyciele i wychowawcy nie karali naszych dzieci, kiedy się źle zachowują. Dyrektorzy szkół powiedzieli, że lepiej by było. aby żaden pracownik tej szkoły nie dotykał uczniów, kiedy się źle zachowują, ponieważ nie chcemy złej opinii i z pewnością nie chcemy być zaskarżeni do sądu (istnieje ogromna różnica między karaniem i dotykaniem, biciem, upokarzaniem, kopaniem itd.). A my powiedzieliśmy OK.

Następnie ktoś powiedział - pozwólmy naszym córkom na aborcję - jeśli chcą. Nawet nie muszą o tym mówić swoim rodzicom. A my powiedzieliśmy OK.

Po czym ktoś "mądry" z rady szkoły powiedział; ponieważ chłopcy i tak będą chłopcami, więc i tak będą to robić, dajmy naszym synom tyle kondomów, ile chcą aby mogli zażywać tyle radości ile chcą, a my nie będziemy musieli mówić ich rodzicom, że otrzymują je w szkole. A my powiedzieliśmy OK.

Po czym niektórzy z wyższych wybranych urzędników powiedzieli, że to nieważne, co robimy prywatnie, dopóki wykonujemy naszą pracę?... Zgadzając się z nimi. powiedzieliśmy, że nie obchodzi mnie to, co ktoś, łącznie z prezydentem, robi prywatnie, dopóki ja mam pracę, a ekonomia jest dobra.

Po czym ktoś powiedział - drukujmy czasopisma że zdjęciami nagich kobiet i nazwijmy to zdrowym, trzeźwym podziwem dla piękna kobiecego ciała. A my powiedzieliśmy OK.
(...)
 Po czym przemysł rozrywkowy rozpoczął produkcję widowisk TV i filmów promujących przemoc, profanacje, zakazany seks. Rozpoczął nagrania muzyki zachęcającej do gwałtu, narkotyków. zabójstwa, samobójstwa oraz satanistycznizmu. My powiedzieliśmy, że to tylko rozrywka. to nie ma żadnych szkodliwych skutków, w każdym razie nikt nie traktował tego poważnie, więc idziemy do przodu.

Teraz nasze dzieci nie mają sumienia, dlaczego nie wiedzą, co jest dobre, a co złe, i dlaczego nie martwi ich zabijanie obcych, kolegów z klasy oraz samych siebie. Prawdopodobnie, gdybyśmy o tym długo i wystarczająco mocno myśleli, moglibyśmy zgadnąć. Ja myślę, że ma to wiele wspólnego z tym, że... ZBIERAMY TO, CO ZASIALIŚMY

Czy nie jest to śmieszne i przykre zarazem, jak szybko i prosto udaje nam się wyrzucić Boga z naszego życia, aby potem dziwić się i rozprawiać w niekończących dyskusjach, dlaczego świat zmierza do piekła?

Jakże to śmieszne, że tak bardzo wierzymy w to, co napisane jest w gazetach, a poddajemy w wątpliwość słowa zawarte w Biblii.(...)
To śmieszne, z jaką łatwością widomości sprośne, bezwstydne, pikantne i wulgarne przenoszą się w cyberprzestrzeni, a publiczna dyskusja o Bogu w szkole i w miejscu pracy nie jest podejmowana, tłumiona lub przemilczana."

środa, 2 maja 2012

Niczego w życiu nie żałuję

Jadąc samochodem zatrzymaliśmy się niedaleko Międzyrzecza przy granicy z Niemcami. Byłam wtedy w 9 tygodniu ciąży. To miało być trzecie dziecko. Ciąża zaczęła się trudno, za sobą miałam już pewne sensacje. W mojej głowie przewijało się sporo obaw i lęków jak to będzie.

Będąc w tej pięknej okolicy odczuwałam wielki pokój, piękno przyrody mnie otulało. Postanowiłam przejść się na samotny spacer w poszukiwaniu jakiegoś lokalnego kościółka, aby w ciszy się zatrzymać ze swoimi myślami. Jednak nie znałam drogi i nie było kogo zapytać. Przy furtce jednego z domów stała starsza pani z dziewczynką. Mały piesek biegał po podwórzu. Zapytałam je o drogę do kościoła. Pani zebrała ze sobą pieska i dziewczynkę (jak się okazało, swoją wnuczkę) i powiedziała, że mnie zaprowadzi, bo to całkiem spory kawałek drogi.

Szłyśmy razem w kierunku kościoła a ona w tym czasie snuła opowieść swojego życia: urodziła ósemkę dzieci. Najstarszy syn już przed pięćdziesiątką, najmłodsze dziecko po studiach. Te dzieci były jej błogosławieństwem. Miały swoje zawody, firmy, niektóre domy, swoje rodziny. Niektóre z nich mieszkały w okolicznych domach. Z tych ośmiu dzieci jeden syn chorował na hemofilię, ale rodzice włożyli wiele wysiłku i choroba była pod kontrolą dobrych specjalistów. Niestety zdarzyła się tragedia i w wyniku opieszałej decyzji innego lekarza w wieku 19 lat chłopiec zmarł. Kobieta po krótkiej chwili zadumy powróciła do opowieści z dumą i radością o swojej rodzinie, mężu, dzieciach, wnukach.

Stałyśmy już pod kościołem, podziękowałam za odprowadzenie, ona jednak powiedziała, że poczeka na mnie. W cichym sakralnym, chłodnym półmroku pozostałam ze swoimi myślami, modlitwą i historią kobiety. Dziękowałam Bogu, że mi ją zesłał. Gdy wracałyśmy razem, a ona kończyła wątek swej opowieści pożegnała mnie z radością i spokojem mówiąc:
 - Niczego w życiu nie żałuje.

AM

NieEkologiczne bociany

Pewien gospodarz mieszkający nieopodal Augustowa opowiedział swoją historię:

Kilka lat temu, na dachu stodoły jego gospodarstwa bociany uwiły gniazdo i założyły rodzinę. Co roku przylatywały do gniazda, dobrze się w nim czuły. Do tego stopnia, że beztrosko przechadzały się po podwórzu - były u siebie. Pewnego razu do gospodarza przyszli ekolodzy, którzy stwierdzi, że gniazdo nie jest zgodne z normami ustawowymi i należy ja natychmiast rozebrać i wybudować wg wytycznych, które zostawili.

Gospodarz zastosował się do litery prawa, rozebrał gniazdo bocianie, zbudował ekologiczne gniazdo i czekał..czekał...czekał. Jednak bociany już nie wróciły. Skąd mógł przewidzieć, że te mądre ptaki nie znają standardów ekologicznych. Pozostały jedynie wspomnienie po pięknych ptakach i tęsknota...aaaa i normatywne gniazdo.

Oby Ustawodawca nie zechciał utworzyć ekologicznego systemu wychowczo-rodzinnego :(

AM